Anita Demianowicz - skazana na podróż

Anita DemianowiczPo kilku latach pracy w korporacji, postanowiła diametralnie zmienić swoje życie. Dotąd poukładane od rana do wieczora, postanowiła zmienić na nieprzewidywalny wyjazd do Gwatemali, który trwał pół roku. Od tego czasu prowadzi swój blog i podróżuje - po Polsce, po Europie i po świecie. Najlepszym środkiem transportu jest dla niej autostop, a miejsca do nocowania wybiera na zasadzie couchsurfingu lub korzysta z namiotu. Zapraszamy do podróży z Anitą Demianowicz, która podczas rozmowy opowie o początkach swoich wyborów, wulkanach, górach, które odwiedziła i najbliższych planach.

Tytuł tej rozmowy wyjaśniamy na końcu - życzymy miłej lektury

Jarosław Jędrzejewski - Pracowałaś w branży farmaceutycznej. Co takiego się wydarzyło, że rzuciłaś dobrze płatną pracę i zaczęłaś podróżować ?

Anita Demianowicz - Tak, to była bardzo dobrze płatna praca, teraz z tego co słyszałam zarobki już nie są tak atrakcyjne jak kiedyś. Na początku, po studiach postanowiłam gdzieś popracować. Wiedziałam na czym ta praca polega i wspólnie z mężem podjęliśmy decyzję, że popracuję rok, potem zajmę się czymś innym. Jednak od samego początku było ciężko, nie mogłam się przyzwyczaić, że pracuję w takich zamkniętych ramach.

Frustracja narastała z biegiem miesięcy jak pracowałam. Po 3 latach pracy zaczął kiełkować pomysł rzucenia tej pracy i wyjazdu gdzieś na dłużej. Mąż namawiał mnie na jakiś wyjazd, bym odetchnęła od pracy, odpoczęła. Mówił, skoro nie możesz się zebrać na wyjazd zagranicę wyjedź na początek na 2-3 tygodnie. Po czterech latach zdecydowałam, że musi być to wyjazd do Gwatemali. Mąż zaproponował mnie bym zapisała na kartce datę, kiedy złożę wypowiedzenie i tak zrobiłam.

 

Tylko, że to nie była krótka podróż...

No nie, początkowo z mężem ustaliliśmy, że będzie to miesiąc. Jednak z czasem projekt rozrósł się do 3 miesięcy i objął również inne kraje. Dopiero, gdy kupiłam bilety wyszło, że zostanę w Ameryce Środkowej na 5 miesięcy. Mąż był trochę zaskoczony, ale bardzo mnie wspierał, choć martwił się, czy sama dam sobie radę.

 

Nie obawiałaś się jechać do Gwatemali, wiadomo z czego słynie ten region ?

Bardzo się bałam. Wszyscy mnie ostrzegali przed tym miejscem. Każdy mówił, że Salwador i Honduras lepiej sobie odpuścić, a Gwatemala to muszę uważać, bo jest niebezpiecznie. Lecz z upływem czasu, zaczęłam się przyzwyczajać do tego, że jest niebezpiecznie i po jakimś czasie przestałam się bać. Zaczęłam podchodzić z ufnością do ludzi, którzy odpłacali mi również tym samym. Po jakimś czasie okazało się, że Gwatemala nie jest taka niebezpieczna. Wiadomo, jak nie prowokujesz i nie chodzisz po dzielnicach ze złą sławą, to nic Ci się nie stanie.

 

A tak patrząc z perspektywy czasu, nie szkoda Ci pracy którą miałaś ? W końcu dawała ona bardzo dużą niezależność finansową ?

Tak, to prawda dawała dużą niezależność, ale nie żałuję tej decyzji. Teraz jestem przeszczęśliwa i powiedziałam sobie, że nie chcę już pracować na umowę o pracę. Projekty około podróżnicze, pisanie reportaży i ciągłe poznawanie świata, to jest to co kocham i tak chcę pracować. Choć nie wiem czy bardziej jest to pasja, hobby czy praca. Wszystko razem daje niesamowite szczęście.

 

Jakie wolisz podróże bardziej, takie zaplanowane z wyliczeniem konkretnych miejsc do zobaczenia i zarezerwowanymi noclegami, czy takie spontaniczne zwiedzanie z namiotem ?

Ciężko tak odpowiedzieć. W sumie jak tak pomyślę, to z namiotem dość często się wybieram w różne miejsca. Ja jednak jeszcze nie przełamałam się, by samej spać w namiocie gdzieś w lesie, czy na łące. Zawsze to były pola namiotowe albo prywatne tereny za zgodą właściciela. Najczęściej jednak korzystam z couchsurfingu, czasem z hosteli. Wiadomo, że staram się podróżować jak najtaniej.

 

Pytanie zmierzało w kierunku, czy wolisz podróżować i planować wszystko sama, czasem określając tylko miejsce i potem już zobaczymy co będzie. Czy też z drugiej strony, wolisz niemal jak wycieczka mieć wszystko zaplanowane, jeden dzień tu, drugi w innym miejscu, itd. ?

Nie, takich wycieczek to nie lubię. Tak naprawdę zobaczy się w nich niewiele. Wszędzie trzeba szybko się przemieszczać, nie ma czasu na poznanie miejsca, w którym się jest, poznanie ludzi. Ostatnio przez miesiąc byłam blogerem Pomorza Zachodniego. Miałam grafik na cały miesiąc, co robimy, z kim się spotykamy, itd. Ciężko było, nie można było tak na spokojnie zapoznać się z ciekawymi miejscami, czy przede wszystkim ludźmi, którzy te miejsca tworzą.

 

Z tego co zauważyłem to Twoją pasją są wulkany, co jest takiego fascynującego w nich ?

Nie wiem, są po prostu piękne. To tak jak z górami, w sumie można śmiało powiedzieć, że to są góry. Warto na wstępie wspomnieć, że wulkany można podzielić na dwa rodzaje. Pierwsze to wulkany wygasłe, które są porośnięte lasami, dżunglą, są one niesamowicie piękne, a widoki z ich szczytów są po prostu bajeczne. Drugie, to wulkany aktywne. Mają one bardziej surowy charakter, taki trochę pustynny. Mi osobiście one bardziej się podobają, gdyż będąc na nich mam wrażenie jakbym znalazła się na jakiejś innej planecie.

Na wulkanach jak w górach, są szlaki, są piękne widoki, a wysokość może nie jest jakaś imponująca, ale są odpowiednie przewyższenia. Z pewnością nie są to małe pagórki, gdzie w godzinkę się wejdzie. Na tych aktywnych wulkanach dodatkowo dochodzi jakaś taka adrenalina, chyba taka sama świadomość, że może wybuchnąć. Poza tym, Majowie wierzyli, że na szczytach wulkanów żyją bogowie. Biorąc pod uwagę ich siłę, przeszłość, właśnie te historie czy legendy, wszystko to sprawia, że pcha mnie do nich.

Tak na marginesie dodam, że podczas mojego pobytu w Ameryce byłam na Cerro Chirripó, najwyższym szczycie Kostaryki (3800m npm, najwyższy szczyt Ameryki Środkowej). Widoki były świetne, samo wejście na szczyt również, więc góry, te trochę wyższe też nie są mi obce.

Anita Demianowicz 

Często w Twoich wpisach na blogu, facebooku poruszasz temat Bieszczad. Darzysz te góry jakąś szczególną sympatią ?

Tak, mieszkałam kiedyś na południu Polski powiedzmy w Beskidzie Niskim. Wprawdzie jest to kawałek od Bieszczad, ale często chodziłam po Bieszczadach, zwłaszcza w czasach szkolnych. Teraz dalej mnie tam ciągnie. Jeżdżę tam z mężem, trochę pochodzić. Bieszczady mają swój klimat i urok. Jest tam stosunkowo wciąż mało ludzi i można poczuć taki bliski kontakt z naturą, jak dla mnie jest tak trochę dziko i to jest fajne. Dodatkowo jest tam właśnie to coś, czego nie ma już w wielu innych regionach Polski, spokój, cisza, jakiś turysta, który przemierza szlaki. A może jest to też takie trochę wspomnienie ze szkolnych lat. Nie wiem lubię je po prostu.

 

Jeśli już wybierasz się w Bieszczady, to noclegi gdzieś na łące, w schronisku czy pensjonaty ?

Kiedyś to były schroniska, teraz jak jeździmy to raczej namiot lub nocowanie w samochodzie. Bierzemy zawsze kombi i jak się rozłoży siedzenia to można się fajnie wyspać. Choć nie powiem zdarza się nocowanie również w schronisku.

 

A oprócz Bieszczad ?

To oczywiście Tatry. Tylko póki co czysto turystycznie. Jednak mam nadzieję, że w następnym roku zapoznam się dość mocno właśnie z tym pasmem gór. Umawiam się już od jakiegoś czasu z Eweliną (red. Domańską), która mnie zaprasza na wspólne chodzenie po Tatrach. Jeśli uda nam się wyruszyć, to na pewno dostanę wiele cennych lekcji od tej miłośniczki Tatr.

Poza tym w górach jest coś takiego, że można do nich wracać, ciągle w te same miejsca i się nie nudzą. Zresztą tu nie ma raczej znaczenia czy to byłyby Tatry, Karkonosze czy jakieś niższe góry.

 

A zastanawiałaś się kiedyś nad trekingiem po górach wyższych, np. Alpy ?

Hmmm, ja jestem ciepłolubna, a tam jest zimno, śnieg, mróz do tego silny wiatr. Jednak przeczytałam kiedyś książkę Mount Everest Moniki Witkowskiej i tak się zapaliłam, że na pewno kiedyś pójdę w wysokie góry. Mount Everest jest poza zasięgiem, choćby finansowym, ale jakieś niższe i bliższe to na pewno. Widoki, które się podziwia, póki co na zdjęciach, zapierają dech. Oprócz tego taka wyprawa, gdzie nie ma za bardzo ludzi i można walczyć tylko ze swoimi słabościami czy kontemplować otaczające piękno jest wspaniała. Do tego dochodzi jeszcze taka ciekawość. Jak mój organizm reagowałby na wysokość. Przy 4 tyś metrów nie miałam żadnych objawów choroby wysokościowej, ale jakby organizm zareagował na wysokości 5 czy 6 tyś tego nie wiem. Poza tym lubię spróbować wszystkiego, co wiąże się z podróżami, więc tak myślę sobie, że nawet bym poszła w rakach, tak z ciekawości zobaczyć jak się w nich chodzi po górach. Byłoby to z pewnością dla mnie spore wyzwanie. Jednak powtórzę pierwsze zdanie, jestem ciepłolubna i zdecydowanie bardziej wolę ciepłe klimaty niż śnieg i mróz, a chodzenie w rakach jednak z tym drugim się wiąże.

 

Ale bardziej byś chciała pojechać zawodowo czy tylko na taki krótki treking ?

Jedno z drugim się wiąże. Ja nie potrafię podróżować, by nie robić z tego notatek, jakiś wpisów, itp. Z tego tez powodu relacja pełna na pewno by była. Jednak jak masz na myśli jakąś wyprawę zorganizowaną, z konkretnym celem i sponsorami to mówię nie. Po prostu nie lubię takich wyjazdów, że mamy cel, sponsor daje na to środki, wchodzimy, zdobywamy i wracamy. Dla mnie taka wyprawa to poznawanie, czasem jak już osiągnie się jakiś cel, pojawia się coś co przykuwa uwagę i zostajemy dalej, by to poznać. Właśnie taki wyjazd najbardziej by mi odpowiadał, wyjechać, np. w Alpy, czy inne góry i poznawać, zwiedzać, robić zdjęcia, zdobywać szczyty, opisywać drogi czy łatwe czy trudne, itd. Z drugiej strony jakby się zdarzył sponsor, który by finansował konkretne przedsięwzięcie, musiałabym się nad tym zastanowić, poważnie przemyśleć taka wyprawę.

 

Widziałem, że byłaś na Maderze ?

Wbrew pozorom Madera to nie plaże i baseny. Są tam przepiękne góry, w których można uprawiać treking. Góry może nie za wysokie, ale i przewyższenia zupełnie inne. Można się zmęczyć, a widoki są oszałamiające. Tak w ogóle, to tam chyba więcej jest ludzi, którzy chodzą po górach niż takich, którzy chcieliby wylegiwać się na plażach czy imprezować. Wyjazd tam wyszedł mi tak dość przypadkowo, ale bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Polecam miłośnikom gór, by przemyśleli poważnie wyjazd na Maderę, na pewno nie będą zawiedzeni.

 

Twoje najbliższe plany na następny rok są dość mocno już sprecyzowane ?

Tak, pewnie masz na myśli sztafetę do Japonii. Będę jechać w etapie przez Iran.

 

A coś więcej na ten temat możesz powiedzieć ?

Tak, trasa jest już ustalona, ekipa będzie liczyła 8 osób, 5 harcerzy, lider ekipy i dwie osoby z zewnątrz. Liderem będzie Kamila Kielar, a osobami z zewnątrz na pewno ja. Póki co jeszcze nie rozmawiamy o tym, ponieważ Kamila w chwili obecnej jeździ po Jukonie. Jak wróci to wtedy zaczniemy dokładnie wszystko planować. Po zakończeniu tego etapu, to nie wiem, czy tak od razu wrócę, bo bym chciała dalej pojechać. Jest świetny etap przez Pamir, ale tam ekipa jest naprawdę mocna. Mimo tego, że dużo jeżdżę na rowerze bałabym się trochę, że mogłabym nie wytrzymać ich tempa.

 

A poza tym masz jakieś plany sprecyzowane ?

W grudniu z mężem jedziemy do Chile. Początkowo plan był taki, że po 3 tygodniach on wraca, a ja jeszcze trochę zostanę. Jednak zaczęłam kolejny kierunek studiów i jeszcze nie wiem czy zostanę tam, czy razem wrócimy. Potem Iran i sztafeta, a w wakacje chciałabym objechać na rowerze Polskę. Tylko trzeba pamiętać, że plany są planami i wszystko może się zmienić.

 

A planowałaś może napisać książkę ?

No jest to gdzieś tam w planach, zresztą jak chyba w planach wielu, którzy podróżują. Czy się kiedyś skrystalizuje, zobaczymy. Póki co nie chcę nic zapeszać.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w kolejnych wyprawach

Anita Demianowicz, blogerka, podróżniczka, fotograf. Od kilku lat jest podróżuje prowadząc zapisku z odwiedzonych miejsc na swoim blogu, który nosi nazwę B*Anita.tarvel.pl (stąd tytuł rozmowy - banita czyli skazany). Zapraszamy do zapoznania się z jej relacjami z miejsc, które nie są wpisane w katalogi podróży, a urzekają swoimi widokami czy zabytkami. Bardzo ciekawe są też opisy zwyczajów lokalnych czy kuchni. Wszystko to sprawia, że blog czyta się z prawdziwym zainteresowaniem i lekkością. Dla osób, które będą chciały być na bieżąco z podróżami Anity Demianowicz umieszczamy linka do jej profilu na Facebooku

Wykorzystano zdjęcia dzięki uprzejmości Anity Demianowicz

 

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież













Strona www.gorskapasja.pl korzysta z plików cookies. Pliki cookies pomagają w lepszym działaniu serwisu, mogą być wykorzystywane przez nas serwis w celach statystycznych i reklamowych, aby serwis był dostosowany do potrzeb użytkowników. Stosować je mogą również współpracujące z nami firmy i reklamodawcy. Pliki cookies możesz wyłączyć w opcjach Twojej przeglądarki. Brak wyłączenia oznacza akceptacje cookies.

  Akceptuję politykę cookies na tej stronie.
EU Cookie Directive Module Information